Gdy polski kibic chce sprawdzić, kto występuje dziś w najlepszej lidze koszykarskiej świata, odpowiedź jest krótka, ale historia znacznie ciekawsza. W 2026 roku najważniejszą postacią pozostaje Jeremy Sochan, a przed nim drogę w NBA przetarli Cezary Trybański, Maciej Lampe i Marcin Gortat. Poniżej porządkuję aktualne informacje, najważniejsze liczby oraz różnice między tymi karierami.
Polscy koszykarze w NBA zapisali kilka bardzo różnych historii
- Jeremy Sochan jest jedynym aktywnym zawodnikiem NBA związanym z Polską.
- Marcin Gortat rozegrał 806 meczów sezonu zasadniczego i pozostaje najbardziej utytułowanym polskim graczem w lidze.
- Cezary Trybański jako pierwszy Polak zadebiutował w NBA w 2002 roku.
- Maciej Lampe wystąpił w 64 spotkaniach i jako pierwszy Polak został wybrany w drafcie.
- W sezonie 2026/27 Sochan ma kontynuować karierę w Portland Trail Blazers.

Polak w NBA w 2026 roku ma nowy rozdział
Na dziś jedynym aktywnym Polakiem w NBA jest Jeremy Sochan. Wychowany w Wielkiej Brytanii, urodzony w Stanach Zjednoczonych i mający polską matkę zawodnik od początku kariery był postrzegany jako koszykarz o międzynarodowej tożsamości, ale dla polskich kibiców pozostaje przede wszystkim reprezentantem kraju i największą nadzieją na najwyższym poziomie.
Sochan został wybrany przez San Antonio Spurs z 9. numerem draftu w 2022 roku. W pierwszych trzech sezonach pełnił ważną rolę w młodym zespole, a w sezonie 2023/24 rozpoczął aż 73 mecze. Jego atutami są wszechstronność, obrona kilku pozycji, zbiórki i energia, choć skuteczność rzutów za trzy punkty nadal ogranicza jego ofensywny potencjał.
Sezon 2025/26 przyniósł mu zmianę sytuacji. Po rozstaniu ze Spurs trafił do New York Knicks i zdobył mistrzostwo NBA, choć jego rola w play-offach była niewielka. Według informacji przekazanych przez ESPN Sochan uzgodnił następnie roczny kontrakt z Portland Trail Blazers, gdzie powinien dostać szansę na odbudowanie regularnej pozycji w rotacji.
To ważne zastrzeżenie dla czytelnika śledzącego ligę na bieżąco: składy NBA zmieniają się szybko, szczególnie w okresie wolnej agentury. Sam patrzę na Sochana nie tylko przez pryzmat zdobytego pierścienia, lecz także tego, czy w Portland odzyska 20-30 minut gry na mecz i odpowiedzialność za obronę oraz rozegranie.
Od Trybańskiego do Sochana czyli pełna historia
Polska nie doczekała się jeszcze zawodnika, który stałby się gwiazdą pokroju Dirka Nowitzkiego czy Nikoli Jokicia. Mimo to każdy z czterech Polaków, którzy zapisali się w historii NBA, otwierał inną drogę. Jedni walczyli o sam kontrakt, inni o miejsce w pierwszej piątce, a jeszcze inni o długą karierę.
| Zawodnik | Okres w NBA | Najważniejsze osiągnięcie |
|---|---|---|
| Cezary Trybański | 2002-2004 | Pierwszy Polak, który zagrał w meczu NBA |
| Maciej Lampe | 2003-2006 | Pierwszy Polak wybrany w drafcie NBA |
| Marcin Gortat | 2007-2019 | 806 meczów sezonu zasadniczego i finał NBA |
| Jeremy Sochan | od 2022 roku | 9. numer draftu i mistrzostwo NBA w 2026 roku |
Cezary Trybański przetarł szlak
Trybański zadebiutował w NBA w 2002 roku jako zawodnik Memphis Grizzlies. Później występował także w Phoenix Suns i New York Knicks, a łącznie rozegrał 22 mecze. Nie był gwiazdą, lecz jego znaczenie dla polskiej koszykówki trudno przecenić, bo jako pierwszy pokazał, że zawodnik z Polski może rzeczywiście wejść do szatni NBA.
Przeczytaj również: Rola środkowego w koszykówce - Czy to nadal tylko wzrost?
Maciej Lampe miał duży talent, ale krótką przygodę
Lampe został wybrany w drafcie w 2003 roku przez New York Knicks z numerem 30. W NBA wystąpił w barwach Phoenix Suns, New Orleans Hornets i Houston Rockets, notując łącznie 64 spotkania. Średnie na poziomie 3,4 punktu i 2,2 zbiórki nie oddają całego potencjału zawodnika, który jako nastolatek był uznawany za jeden z ciekawszych europejskich talentów.
Jego kariera pokazuje jednak, jak wąska jest droga do utrzymania się w NBA. Sam wybór w drafcie nie gwarantuje stabilnej roli, a młody wysoki zawodnik musi szybko udowodnić, że potrafi bronić, biegać w tempie ligi i wykorzystywać ograniczoną liczbę posiadań.
Marcin Gortat pozostaje najlepszym polskim przykładem
Jeśli przez najlepszego polskiego koszykarza w NBA rozumiemy długość kariery, regularność i wpływ na drużynę, wybór jest oczywisty. Marcin Gortat rozegrał 806 meczów sezonu zasadniczego, występował między innymi w Orlando Magic, Phoenix Suns, Washington Wizards i Los Angeles Clippers.
W całej karierze zdobywał średnio 9,9 punktu oraz 7,9 zbiórki na mecz. Jako środkowy był ceniony za zasłony, grę tyłem do kosza, zbiórkę i ochronę obręczy. Nie potrzebował dużej liczby rzutów, żeby być użyteczny, co w NBA jest często ważniejsze niż efektowne statystyki.
Największy sukces osiągnął z Orlando Magic, docierając do finału NBA w 2009 roku. Wcześniej długo pełnił funkcję rezerwowego Dwighta Howarda, ale z czasem wywalczył miejsce w podstawowej rotacji i stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych europejskich centrów w lidze.
Gortat jest dla mnie najlepszym punktem odniesienia, gdy ktoś ocenia polskich zawodników wyłącznie przez liczbę punktów. Jego wartość wynikała z systematyczności, pracy w obronie i rozumienia roli. To właśnie te cechy pozwoliły mu utrzymać się w NBA przez 13 sezonów.
Jeremy Sochan i pytanie o jego sportowy sufit
Sochan różni się od poprzedników profilem. Nie jest klasycznym centrem ani typowym skrzydłowym, ponieważ potrafi kryć kilka pozycji, prowadzić piłkę i podać po zbiórce. Taki zawodnik bywa nazywany forwardem typu two-way, czyli graczem przydatnym zarówno w obronie, jak i w ataku.
Po czterech sezonach jego średnie z kariery wynosiły około 9,9 punktu, 5,4 zbiórki i 2,5 asysty na mecz. To solidny dorobek, ale nie poziom, którego oczekuje się automatycznie od dziewiątego wyboru draftu. Największym problemem pozostaje niestabilny rzut z dystansu, szczególnie gdy obrońcy zostawiają mu miejsce za linią trzech punktów.
Z drugiej strony jego statystyki nie pokazują wszystkiego. Sochan może przejąć krycie silnego skrzydłowego, zmienić krycie po zasłonie, zebrać piłkę w tłoku i rozpocząć kontratak. W Portland jego przyszłość będzie zależała od tego, czy poprawi rzut za trzy punkty i decyzje z piłką, nie tracąc przy tym agresywnej obrony.
Zdobycie mistrzostwa w 2026 roku jest ważnym elementem jego biografii, ale nie oznacza automatycznie, że stał się czołowym graczem ligi. Pierścień potwierdza sukces drużyny, natomiast o dalszej wartości Sochana zdecydują minuty, zdrowie i rola, jaką otrzyma w kolejnym sezonie.
Dlaczego tak trudno zostać Polakiem w NBA
Sam talent nie wystarcza. Zawodnik musi zwykle dominować na swoim poziomie wiekowym, dobrze wypaść w lidze akademickiej lub europejskiej, przejść testy przed draftem i przekonać klub, że jego umiejętności pasują do konkretnego systemu.
Polskim graczom nie pomaga mniejsza liczba silnych programów szkoleniowych i ograniczona obecność skautów NBA. Wielu młodych koszykarzy wyjeżdża więc do Hiszpanii, Niemiec, Francji albo Stanów Zjednoczonych, aby wcześniej zetknąć się z szybszą i bardziej fizyczną rywalizacją.
Najczęstszy błąd polega na skupieniu się wyłącznie na wzroście i zdobywanych punktach. Współczesna NBA szuka również mobilności, obrony, rzutu, podejmowania decyzji i odporności na presję. Zawodnik, który nie jest wybitny w jednej dziedzinie, musi być bardzo dobry w kilku innych.
Dlatego kolejny Polak w NBA może pojawić się szybciej jako specjalista od obrony, wysoki skrzydłowy z dobrym rzutem albo rozgrywający kontrolujący tempo gry. Nie zakładałbym jednak, że sam dobry występ w reprezentacji wystarczy do zdobycia kontraktu. NBA ocenia przede wszystkim przydatność w konkretnych zadaniach i powtarzalność na przestrzeni całego sezonu.
Co warto zapamiętać przed kolejnym sezonem
Historia polskich zawodników w NBA liczy na razie cztery najważniejsze nazwiska. Trybański przełamał barierę debiutu, Lampe udowodnił, że Polak może zostać wybrany w drafcie, Gortat zbudował długą i wartościową karierę, a Sochan jako pierwszy zdobył mistrzowski pierścień.
W 2026 roku najważniejsze będzie to, jak Jeremy Sochan odnajdzie się w Portland Trail Blazers. Jeśli ustabilizuje rzut i utrzyma defensywną wszechstronność, może ponownie stać się ważnym graczem rotacji. Dla polskiej koszykówki każdy jego dobry sezon ma znaczenie, bo pokazuje młodym zawodnikom, że do NBA prowadzi nie jeden sztywny model kariery, lecz kilka różnych dróg.